Zadajemy sobie te pytania zwłaszcza w listopadzie. Ale czy naprawdę znamy odpowiedź?
Dla mnie, dla mojego pokolenia, wolność to… normalność. To poranna kawa pita bez lęku. To paszport w szufladzie, który pozwala mi jutro wsiąść w samolot i polecieć na drugi koniec świata, ot tak. To możliwość włączenia dowolnej stacji, przeczytania dowolnej książki i powiedzenia głośno, co myślę nawet jeśli komuś się to nie podoba. Wolność to swoboda wyboru studiów, pracy, wiary. To prawo do własnych decyzji, do prowadzenia firmy, handlowania z kim chcę i budowania swojego świata po swojemu.
Dla nas to codzienność. Prawie nuda. To powietrze, którym oddychamy tak swobodnie, że przestaliśmy je zauważać. Prawdziwy, pełny oddech.
Ale potem myślę o moich rodzicach.
Urodzili się po wojnie, nie słyszeli bomb ani ruin. A jednak ich wolność była inna: szara, reglamentowana, cicha. Żyli w kraju niby wolnym, ale za murem. Paszport był marzeniem, nie prawem. Za słowa można było trafić do więzienia. Półki w sklepach świeciły pustkami, a marzenia o podróżach kończyły się na krajach „demoludu”. Uczyli się mówić szeptem, myśleć jednym, a mówić drugim. Tęsknili za tą „nudną normalnością”, którą my dziś mamy.
A potem myślę o mojej babci.
Jej historia to żywa lekcja, czym jest brak niepodległości. Pamiętała pierwszą wojnę, przeżyła drugą. Pamiętała okupację, łapanki, strach, który nie opuszczał ani na chwilę. Dźwięk butów na bruku w środku nocy. Konieczność ukrywania języka i tożsamości. Straciła bliskich. Widziała, jak jej świat płonie. Dla niej wolność nie była możliwością wyjazdu na wakacje, była luksusem przeżycia kolejnego dnia. Marzeniem, by jej dzieci mogły mówić po polsku na ulicy bez strachu.
My, trzecie pokolenie, dorośliśmy w dobrobycie, który dla nich był niewyobrażalny. Mamy wszystko. Możemy żyć. Ale co z tym robimy? Tak łatwo zapominamy. „prawdziwy oddech” za Zapominamy, że ziemia, po której stąpamy, jest przesiąknięta krwią.
Ile osób oddało to, co najcenniejsze? Ilu młodych chłopaków i dziewczyn nie doczekało swojej starości? Ilu z nich oddało życie, młodość, marzenia… za co?
Za ten jeden, dzisiejszy, zwykły dzień.
Za to, byśmy mogli się kłócić po polsku na wolnych ulicach. Byśmy mogli wierzyć lub nie wierzyć. Byśmy mogli podróżować, handlować, spać spokojnie.
Niepodległość to nie słowo w podręczniku ani tylko rocznica. To przestrzeń. Cisza. Prawdziwy oddech, ten, za który pokolenie mojej babci oddawało życie, a pokolenie moich rodziców swoją młodość.
Zatrzymajmy się na chwilkę . Doceńmy tę ciszę, ten spokój, tę naszą, często trudną, ale własną normalność. Bo za nią zapłacono cenę, której my już, na szczęście, nie potrafimy sobie nawet wyobrazić.
Podziękujmy dziś za to wszystko naszym Seniorom